fidelitas.pl Słownika Apologetyczny

  Piątek, 10 lutego 2012


Strona główna   Minikatechizm   O stronie   Wsparcie dla serwisu   Kontakt   Dokumenty   Liturgia   Wyszukiwarka   Mam wiadomość   Serwisy środowiskowe   Publicystyka   Banery   Zarezerwuj swój podpis   Galerie, zdjęcia, fotorelacje   Ankiety   Kalendarium   Lista przyjaciół Tradycji   Zapiski   Kanały RSS   Słownik Apologetyczny   Forum dyskusyjne (archiwum)

 


Zapiski

RSS - Zapiski - RSS Zapiski

RSS - Komentarze do Zapisek - RSS Komentarze do Zapisek

„Kościół nas nie nauczył tolerancji” (2011-10-24)

  Za komuny z reżimowych mediów można było się dowiedzieć, że plaga alkoholizmu, jeśli nie jest wprost winą Kościoła, to przynajmniej rozmiar tego zjawiska jest widoczną porażką odziaływania Kościoła. Skoro Kościół nawołuje do nienadużywania alkoholu, a Polacy chodzący do kościoła wciąż się upijają to, zdaniem komunistycznych propagandzistów wniosek nasuwa się sam i to w sposób zupełnie oczywisty. To działo się w czasach, gdy czerwona władza wszelkimi dostępnymi środkami zwalczała

Kościół, niejednokrotnie w sposób krwawy. Robiła ona wszystko, aby wpływ i oddziaływanie Kościoła na ludzi był jak najmniejszy. Przydział papieru trzeba było negocjować z Urzędem ds. Wyznań (młodszym czytelnikom wyjaśniam, że w PRL obowiązywała gospodarka planowa i samo posiadanie pieniędzy nie wystarczało ażeby coś kupić – potrzebny był jeszcze przydział, talon czy „kartka” na dany towar), o dostępie do radia czy telewizji nie było, co nawet marzyć. Za to

władza prowadziła na szeroką skalę antykatolicką propagandę. Każda inicjatywa duszpasterska była traktowana, co najmniej podejrzliwie. Ponad to władza była zainteresowana w rozpijaniu społeczeństwa również z przyczyn czysto ekonomicznych – wpływy zez sprzedaży alkoholu pokaźnie zasilały budżet  Dalej


Liczba komentarzy: 1      Dodaj swój komentarz       Wyślij znajomymOstatni komentarz dodano: 2011-12-28 09:28;


Soborowa kremacja (2011-10-21)

  Rozbawił mnie bp Pieronek swoją niedawną wypowiedzią o tym, iż to Sobór Watykański II dopuścił kremację zwłok zmarłych. W końcu, ktoś, kto obserwował obrady Soboru z bliska powinien wiedzieć, że sprawą kremacji tenże Sobór się nie zajmował i w żadnym dokumencie nie ma jakiejkolwiek wzmianki o tym sposobie grzebania zmarłych. Potem przypominałem sobie, że prawie 20 lat temu pewien polski kardynał (obecnie emeryt) podczas kurtuazyjnej wizyty u niego polityków ZChN-u powiedział, że Sobór Watykański II dokonał zmiany w ocenie

Rewolucji Francuskiej… Tak, ostatni Sobór w takim samym stopniu zajmował się kremacją, jak i Rewolucją Francuską. No i przestało mi być do śmiechu, jak sobie uświadomiłem, że powoływanie się na Vaticanum II jest koronnym argumentem przy wprowadzaniu najprzeróżniejszych, szkodliwych dla wiary, nowinek w Kościele. Skoro litera Soboru na nic takiego nie wskazuje, to argument ten przybiera postać, iż jest to zgodne z „duchem soboru”. Określenie przez Magisterium Kościoła rangi doktrynalnej soborowych

dokumentów wraz z podaniem ortodoksyjnej wykładni najbardziej wymagających tego sformułowań, wydaje się być jedną z najważniejszych i chyba najpilniejszym zadań, przed którymi stoi obecnie Kościół. Bez tego trudno prowadzić ewangelizację i nawracać, bo ciągle potykamy się o jakieś ekumenizmy czy inne dialogi międzyreligijne.  

WO

Rozwiń na całą stronę


Liczba komentarzy: 0      Dodaj swój komentarz       Wyślij znajomym


W Asyżu tym razem bez modlitw (2011-10-10)

  Benedykt XVI, aby uniknąć wszelkiego możliwego ryzyka synkretyzmu religijnego zrezygnował z jakichkolwiek modłów podczas tegorocznego spotkania w Asyżu. I bardzo dobrze. Dzięki temu całe to spotkanie zostaje przesunięte z płaszczyzny religijnej na pozbawioną większego znaczenia

dyplomatyczną refleksją nad pokojem. Pojawiły się pogłoski, że papież nie chciał tego spotkania, ale musiała się na nie zgodzić… Papież sprawując swój urząd dla dobra CAŁEGO Kościoła, musi podejmować czasami różne decyzje, których nie jest entuzjastą. Czasami trzeba opłynąć,

posługując się alegorią łodzi-kościoła, jakąś rafę czy uciec przed nadciągającą burzą. Dobrze, że papież minimalizuje szkody na okręcie powodowane takimi nagłymi zwrotami  Dalej


Liczba komentarzy: 0      Dodaj swój komentarz       Wyślij znajomym


Z wodą święcona na Nergala + Uzupełnienie (2011-09-19)

  Ciekawe, bardzo ciekawe, że właśnie w Kancelarii Prezydenta objawiło się tylu obrońców najgłośniejszego satanisty RP. Jeśli do tego dołączyć słowa o. Rydzyka o satanistach wysoko postawionych w życiu społecznym, to dreszcze przechodzą po plecach. Trzeba nam, zatem tę Polskę wyegzorcyzmować z diabelskiego pomiotu. Krucjata Różańcowa za Ojczyznę wydaje się być dobrym do tego środkiem, bo zastępy piekielne pierzchają na widok Niepokalanej Dziewicy. Ciekawe jest jeszcze to, że żaden z dziennikarzy nie przepytał nigdy tegoż Nergala z jego

„religijności”, udziału w diabelskim kulcie czy stosunku do ofiar z ludzi. To by dopiero było ciekawe… Ciekawy by było jeszcze, co by się stało gdyby Nergala pokropić wodą święconą... Uzupełnienie (04.10.2011) Do obrońców Nergala dołączyło kilku duchownych. Zadziwiające, że nieprzyjaciel tak pozwala na dekonspirację swojej agentury. Zwykle starał się działać dyskretnie, a tu nagle taki szum wokół jednego z wyznawców. Może zostanie celebrytą miał po prostu zagwarantowane w kontakcie i ta wrzawa jest elementem wypełniania umowy? Tylko czy dla ambicji jednego „artysty”

warto palić tak cennych agentów? Ciekawe, czy to wreszcie kończy się dany nieprzyjacielowi nautury ludzkiej wiek dominacji i stopniowo traci on daną mu władzę, czy też wręcz przeciwnie – jest już tak pewny swego, że nie musi się bawić w konspirację. Oby to pierwsze! Tak czy owak trzeba uciekać się pod opiekę Matki Najświętszej i prosić o wsparcie Michała Archanioła. 

WO

Rozwiń na całą stronę


Liczba komentarzy: 0      Dodaj swój komentarz       Wyślij znajomym


Bunt 300. Austriaków (2011-09-15)

  Z pewną radością i nieśmiałą nadzieją przyjąłem informację o tym, że 300 tamtejszych duchownych „katolickich” postanowiło wejść na „drogę

nieposłuszeństwa” w swoich parafiach, domagając się a to udzielania komunii św. rozwodnikom, a to zniesienia celibatu czy wyświęcania

kobiet i innych temu podobne żądań z repertuaru najbardziej postępowej frakcji w Kościele.   Dalej


Liczba komentarzy: 0      Dodaj swój komentarz       Wyślij znajomym


O nawróceniu europejskich muzułmanów (2011-03-14)

  Niedawno prominentni politycy zachodni ogłosili klęskę społeczeństwa wielokulturowego. Imigranci przybyli do krajów zachodnioeuropejskich nie integrują się – stwierdzili (przypomnijmy, że sprowadzono ich, aby uzupełnić własne braki demograficzne). Nawet w drugim czy trzecim pokolenia nie znają języka swych gospodarzy, żyją w swoich gettach, za nic mają „wartości” krajów w których się osiedlili. Oczywiście od niezobowiązujących enuncjacji polityków, do zaprowadzenia prawdziwie prorodzinnej i pronatalistycznej polityki w krajach Zachodu droga daleka. Z iluż rzeczy trzeba by zrezygnować: aborcja, antykoncepcja, feminizm, homoseksualizm – słowem warstwa rządząca musiałaby się nawrócić. Oczywiście prowadzona od lat polityka wobec imigrantów nie mogła przynieść żadnych innych efektów, skoro ich tylko utwierdzała w ich „specyficzności” i nie dotykała najważniejszej sfery jaką jest sfera religii. Z której to wypływają najgłębsze postawy, zapatrywania i przekonania. Jeśli ktoś chce poważnie myśleć o integracji muzułmańskich imigrantów, to musi pomyśleć o ich nawracaniu na chrześcijaństwo, bo przecież demolibralna ideologia praw człowieka raczej ich nie skusi. Wrogowie chrześcijaństwa

mieli i mają nadzieję na wykorzystanie islamskich imigrantów do zniszczenia resztek chrześcijańskiego dziedzictwa Europy. Ponad to musimy pamiętać, że islam jest miły sercu masonerii, w której rytach religia Mahometa jest wartościowym etapem na drodze do masońskiej doskonałości. Od lat zastanawiam się czy, w obliczu islamskiej ekspansji, instynkt samozachowawczy Europejczyków zwycięży ideologię multikulti i wrogość do chrześcijaństwa. Nie trzeba mieć szczególnie bujnej wyobraźni, aby przewidzieć, co się stanie z hołubionymi „prawami człowieka” pod islamskimi rządami w Europie. Los feministek i homoseksualistów naprawdę będzie nie do pozazdroszczenia. Jeśli jednak zwycięży instynkt samozachowawczy, czego wcale nie jestem pewien, to można się spodziewać zachęty ze strony przywódców europejskich skierowanej do Kościoła w sprawie intensyfikacji misji wśród europejskich muzułmanów. W tej perspektywie nawróceni muzułmanie mogą się stać nadzieją demograficzną Europy. Tylko czy Kościół jest w stanie podołać takiemu wyzwaniu skoro do tej pory tego nie robiono? Dlaczego nawet w Polsce w ośrodkach dla czeczeńskich uchodźców nie pojawili się misjonarze? Zbyt łatwo porzuciliśmy misyjny zapał i

daliśmy sobie wmówić naganność prozelityzmu. Jeśli kierowano się względami "dyplomatyczne" powodowanymi troską o los chrześcijan w krajach muzułmańskich to obecna sytuacja pokazuje jak złudne i błędne to były rojenia Aby dokonać tego dzieła Kościół, jeśli taka będzie Wola Boża, musi sam się wyzwolić, przezwyciężyć wewnętrzną niemoc, która jest spowity, musi odzyskać odwagę, robieni, tego co do niego należy, bez lęku o to, co napiszą w gazecie. Prawda o Odkupieniu w Jezusie Chrystusie należy się również współczesnych muzułmanów i jest dla nich tak samo pociągająca jaki i dla ludzi z innych epok czy kręgów kulturowych. Obowiązkiem Kościoła jest ją głosić! Warto nawet pomyśleć o powołaniu jakiegoś specjalnego zgromadzenia wyspecjalizowanego do zawracania mahometan 

WO

Rozwiń na całą stronę


Liczba komentarzy: 0      Dodaj swój komentarz       Wyślij znajomym


1234Wcześniejsze -->

Internetowy Serwis Fidelitas.pl - Religia * Kultura * Społeczeństwo

© Fidelitas.pl 2003-2011; Webdesign © Włodzimierz Operacz

AMDG & BVMH